Opera
Parter i balkony pod olbrzymią, jasno oświetloną kopułą są wyprzedane — obecność tu należy do dobrego tonu. Wzajemna lustracja przez wytworne lorgnon lub wysadzane kością słoniową teatralne lornetki, głos dzwonków — szepty i szmery przycichają, światła gasną, dyrygent stuka w pulpit: uwertura — kurtyna. Rozpoczęła się premiera w Metropolu. Gmach ów nosił nazwę Theater Unter den Linden, gdy z początkiem lat dziewięćdziesiątych zbudowany został według szkiców Fellnera i Hellmera przez braci Ronacherów z Wiednia kosztem dziewięciu milionów marek. W dwa lata później teatr splajtował, cztery lata później następca Ronacherów, Juliusz Fritzsche, również musiał dać za wygraną. W 1898 dyrekcję przejął Ryszard Schultz. Wymyślił nową nazwę: Metropoltheater, nowy rodzaj przedstawień — wielką humorystyczno-satyryczną rewię z bogatą wystawą, śpiewami i baletem; znalazł gwiazdy sceny, których imiona błyszczały w ciągu całej generacji, autorów, kompozytorów, dekoratorów i kostiumologów, którzy prześcigali się w pomysłach; zebrał kapitał obrotowy, umożliwiający mu inwestowanie w każdą nowość dwustu tysięcy marek; pozyskał publiczność, która dochowała mu wierności aż do I wojny światowej. Spektakle Schultza rezygnowały z jednolitej akcji, opierały się natomiast na urodzie kobiet, aktualnym dowcipie, efektach scenicznych, specjałach z variété i przebojach. Pierwsza z tych rewii nazywała się Paradies der Frauen, a co roku we wrześniu pojawiała się nowa. Tytuły ich brzmią dzisiaj jak echa kipiącej radością życia, arkadyjskiej niemal epoki: Było tak pięknie, Berlin to Berlin, Najnowsze nowości], Hallo, tu wielka rewia, Diabeł się z tego śmieje, To trzeba zobaczyć, Hurra, jeszcze żyjemy]
kolczyki | Apartamenty kraków | masowa wysyłka sms