A mimo to ani dzieła, ani przedstawienia nie stworzyły szkoły... na razie nie. Musical był jeszcze tylko modnym słówkiem. A co się za nim kryło? Mało kto wiedział o tym w Europie. Sceptycy i broniący się przed nowościami konserwatyści szybko pojawili się na planie, wyprzedzając łatwe już do sprawdzenia fakty i teatralne realia owego przeobrażonego postępowego kierunku artystycznego. Tak bardzo od amerykańskiego odmienny teatralny system niemiecki na równi z nastawieniem publiczności, której inercję przezwyciężyć mogą jedynie nieustające a świetne ataki, przyczyniły się również do sceptycyzmu, jaki pojawił się po pierwszych próbach. W Republice Federalnej rezygnację pogłębiło przodujące w tej dziedzinie miejsce Ameryki. Nieliczni tylko autorzy zdawali sobie sprawę, jak rozległe, nowe możliwości otwiera musical. Pragnęli odejść od starej recepty — lecz czy rozwój dawał się osiągnąć nagle, skokami i nieprzygotowanymi zwrotami? Chcąc pozyskać publiczność, trzeba się było liczyć z mentalnością i z tradycjami. Wkraczano na rozmaite drogi.
Peter Kreuder zwrócił się w 1958 roku swą Madame Scandaleuse do komedii muzycznej, którą dostosował dla dawnej divy UFA, Zarah Leander. Krok w kierunku musicalu uczynił swym Bel ami (1960), lecz tu libretto okazało się mocniejsze od muzyki Kreuder a. Tytułową rolę grał na prapremierze zawsze jeszcze znakomity Johannes Heesters, gwiazda operetki berlińskiej z lat czterdziestych. Lady aus Paris (1964) była jeszcze jednym musicalem dla Zarah Leander, lecz zarówno utwór, jak i obsada przejawiały raczej cechy operetki w dawnym stylu (bez jej substancji muzycznej). | |
|